10 lipca
- dzień pierwszy
Równo o 9:00 czasu lokalnego cała ekipa Ryoku Dojo stawiła się na stacji PKS w
Jarosławiu.
Po przywitaniu, wszyscy dziarsko ruszyliśmy do autobusu, który jak się okazało
nie przejeżdżał przez miejsce
przeznaczenia.
Musieliśmy, zatem poczekać na następny pojazd, który startował o 11:45. Czas
oczekiwania umilaliśmy sobie rozmową i wygłupami.
Jak wspomniałem wcześniej równo z godziną za piętnaście dwunasta wsiedliśmy do
autobusu i ruszyliśmy na Radawę.
Gdy
dotarliśmy na miejsce Sensei oznajmił, ze teraz czeka nas trzy kilometrowy
marsz z obciążeniem. Uśmiechnęliśmy się tylko pod nosem na te jego słowa, bo w
końcu jesteśmy Ryoku Dojo Team, więc dla nas taki spacerek to normalka. Po
kilkunastu minutach marszu nasz cel podróży, czyli willa 110 w Czerwonej Woli
został osiągnięty. Po rozpakowaniu się, nastąpiła szybka zbiórka i bieg leśnymi
traktami. Po powrocie nastąpił trening techniczny.
Po treningu czekała nas wyprawa do lasu po drewno. Pożyczoną dwukółką
przywieźliśmy tyle drewna, że spokojnie starczyło na ułożenie porządnego stosu,
którego ułożeniem, pobłogosławieniem i podpaleniem zajął się nasz sekcyjny
inkwizytor. Kiedy czarownica sobie skwierczała na stercie równo ułożonego
drewna, towarzystwo zajadało się kiełbaskami
i umiała sobie czas rozmową?
···11 lipca
- dzień drugi
Wcześnie z rana ruszyliśmy biegiem by rozprostować nasze zbolałe od spania
materacach kości. Bieg oraz ćwiczenia rozciągające to jest to co młodzi adepci
sztuk walki kochają.
Po powrocie z porannego treningu nastąpiła konsumpcja potraw, z grilla, których
przysądzaniem zajął się nasz nieoceniony kucharz amator.;] Po posiłku nastąpiła
krótka sjesta, podczas, której narodził się pomysł wyprawy na grzyby. Zatem jak
pomyśleliśmy tak też zrobiliśmy i drużyną, w której skład wchodzili: daymio z
rodziną i dwóch przybocznych, ruszyliśmy, czym prędzej na polowanie. Wyprawa
trwała 1,5h i zaowocowała koszem pełnym grzybów zebranych przez Senseia Krystiana
i Panią Senseiową Renatą oraz kilkoma siniakami jakie sprawili sobie nawzajem
dwaj przyboczni okładając się nawzajem drewnianymi wakizashi.
Nasze przybycie do obozowiska przywitał gong w który walił nasz wierny
gongkista Radek z Lechem w ręce ; ]
W czasie tego popołudniowego
treningu poznaliśmy takie techniki jak
gilotyna, balacha, nikio, tomaenage oraz pozycje dominujące ( to nie to o czym
myślicie zbereźnicy ;)
Po treningu jak zawsze wyprawa po drewno
ognisko i przysłowiowe chapnięcie kiełbaski
oraz rozmowy do późnej nocy.
12 Lipca - dzień trzeci
Niestety pogoda nie dopisała. Deszcz, który padał praktycznie cały dzień
uniemożliwił nam treningi na świeżym powietrzu. Kiedy deszcz przestał padać tak
jak w każdy dzień ruszyliśmy po drewno do lasu, gdzie doszło do spotkania z dzikami.
Na szęście demonstracja dzików była pokojowa także obyło się bez konfrontacji.
·Nasz inkwizytor jak zawsze sprawnie poradził sobie z odpaleniem stosu i nie
przeszkadzało mu nawet to, że drewno było mokre. Ostatnią noc umililiśmy sobie
grając w Warhammera Fantasy Role Playing.
13 lipca - dzień czwarty - ostatni
Rano nastąpiło wielkie pakowanie i przygotowania do odjazdu. Nasza sprawność i
spryt pozwolili nam szybko uprzątnac obozowisko i zaoszczędzić trochę czasu,
który ochoczo wykorzystaliśmy na wyprawę nad zalew. Jak okazało się na miejscu
nie ma zniżek dla ponurego kosiarza.;(
Mimo to czas nad wodą spędziliśmy miło pluskając się i opalając nasze włochate
pupy oraz trenując techniki pustynne. ;)
Wraz z godziną 15:45 opuściliśmy jakże gościną ziemie Radawską w świetnych
humorach i nadzieja na powtórzenie zlotu za rok.
A ja ta, byłem i desepradosa z jakże zacną ekipą piłem i ta skromną relację Wam
nakreśliłem :)
Paweł Kłak












